Opinia Agnieszki z Warszawy

Mam na imię Agnieszka, mam 45 lat i przeszłam przez terapię antyalkoholową z użyciem esperalu. Ale zacznę może od początku. Dwa lata temu w wypadku samochodowym zginął mój syn – Paweł. Zderzył się z ciężarówką i nie miał szans na przeżycie. Mój mąż odszedł od nas już dawno, został mi tylko Paweł… do czasu wypadku. Nie potrafiłam po tym do siebie dojść, był to cios niewiarygodnie wielki, którego nie życzę nawet najgorszemu wrogowi. Aby go chociaż trochę przytłumić zaczęłam pić. Upiłam się raz na umór, a że wpadłam w stan niewiedzy i zapomnienia – spodobało mi się i zaczęłam robić tak codziennie. Po paru miesiącach wyglądałam jak wrak i wiedziałam, że mam duży problem. W pracy już się niecierpliwili (no bo ile można mieć zwolnienia), oszczędności się kończyły, a ja byłam w rozsypce. Wtedy koleżanka powiedziała mi, że słyszała o czymś takim jak esperal, który wszywają pod skórę i to ma działać przeciw nałogowi. Nie wierzyłam w to, ale poszłam do lekarza dowiedzieć się czegoś więcej. Zawzięłam się w sobie i powiedziałam, że już więcej nie będę niszczyć sobie zdrowia i życia. Moją motywacją była myśl, że Paweł by nie chciał, abym tak skończyła. Lekarz powiedział, że to bezpieczny zabieg i skuteczny, więc się zgodziłam. Rzeczywiście, wszczepienie przebiegło bezproblemowo. Potem zaproponowano mi pomoc psychologiczną na co również przystałam. Oczywiście na nic by się to nie zdało, gdybym pod skórą nie miała esperalu. Bałam się choćby pomyśleć o alkoholu, ponieważ skutki mogłyby być bardzo przykre. Z tygodnia na tydzień powoli wychodziłam z nałogu i dziś mogę powiedzieć, że go przezwyciężyłam.